ŚLĄSKIE GROBY LUDZI KOŚCIOŁANORBERT NIESTOLIKKSIĄDZ HERBERT BEDNORZROBOTNIK NA BISKUPIM TRONIE
Historia i dzień dzisiejszy zna wiele przykładów wybitnych śląskich kapłanów, którzy dostąpili godności biskupich. Stali się oni szafarzami wielu diecezji w naszym kraju lub duszpasterzami Polonii. W tym miejscu wymienić należy chociażby takie osoby jak:
W gronie śląskich kapłanów, którzy pełnili swoja posługę w miejscowej diecezji szczególne miejsce zajmuje biskup Herbert Bednorz. Urodził się w roku 1908 w Gliwicach w domu Józefa i Anny z domu Ruda, jako drugi z siedmiorga rodzeństwa. Rodzina Bednorzów wykazywała wyraźnie Polski i robotniczy charakter. Ojciec, ślusarz pracujący na kolei, po przegranym przez Polskę plebiscycie przenosi w roku 1922 rodzinę do polskich Katowic. Młody Herbert kończy tam Gimnazjum im. Adama Mickiewicza, a po ukończeniu Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego i Śląskiego Seminarium Duchownego w Krakowie, w roku 1932 przyjmuje święcenia kapłańskie. Jego pierwszą placówką duszpasterską jest parafia pw. św. Barbary w Królewskiej Hucie (Chorzów), gdzie urząd proboszcza pełni późniejszy biskup Józef Gawlina. Młody ksiądz wkrótce zostaje wysłany na studia do Francji, gdzie broni dwa doktoraty. W roku 1950 zostaje mianowany biskupem koadiutorem sparaliżowanego już wtedy biskupa Stanisława Adamskiego. W latach 1967-1985 pełni urząd biskupa katowickiego, przerwany pięcioletnim zakazem przebywania w swojej diecezji, wydanym przez władze komunistyczne. Był uczestnikiem Soboru Watykańskiego II i jednocześnie rzecznikiem polskiej delegacji. W swojej diecezji zwołał pierwszy jej Synod. W niebywały sposób dbał o ludzi pracy, kładł nacisk na ich duszpasterstwo, walczył o robotnicze prawa, w tym także w aspekcie wolności religijnej, walczył o pozwolenia na budowę nowych kościołów, szczególnie powstających w osiedlach robotniczych, stawał w obronie ofiar stanu wojennego, zwłaszcza po tragedii w kopalni "Wujek". W walce z komunistami miał potężny oręż, którym było sanktuarium w Piekarach Śląskich. Tam odważnie mówił o tym, o czym inni nie ośmielali się nawet myśleć. Jego słowa raziły jak piorun i powodowały, że na pielgrzymki do Piekar chodzili wszyscy- wierzący i niewierzący. Ci pierwsi: "Panu Bogu na chwałę", drudzy: "Tym pieronom na złość". Dnia 20 czerwca 1983 roku, wraz z rzeszą 1,3 miliona wiernych, witał papieża Jana Pawła II na lotnisku Muchowiec. Był to wielki tryumf biskupa. Papież wygłosił sławną homilię o pracy i godności pracownika, czyli o sprawach, które stanowiły credo działalności biskupa Bednorza. Mówił o sprawiedliwości i miłości społecznej jako ładzie moralnym, podmiotowości pracownika, godności pracy niezależnie od jej charakteru, o godnej zapłacie za pracę, o jej sensie i sprawiedliwym podziale efektów pracy. W roku 1983, po ukończeniu 75 lat życia, biskup złożył na ręce Ojca Świętego rezygnację z funkcji biskupa katowickiego. W lutym 1989 poważnie zachorował. Zmarł 12 kwietnia tego roku. Pogrzeb biskupa był wielką manifestacją wdzięczności Ślązaków dla swojego duszpasterza. Zgromadził, poza rzeszą wiernych, ponad setkę pocztów sztandarowych zakładów pracy i organizacji związkowych. Biskup Herbert Bednorz spoczął w krypcie katowickiej katedry Chrystusa Króla. Bardzo ciekawy i niestereotypowy obraz biskupa Bednorza przedstawia Aleksandra Klich w książce "Bez mitów, portrety ze Śląska" wydanej w Wydawnictwie WAW w Raciborzu w roku 2007. Życie tej i dwunastu innych opisywanych w publikacji postaci łączy wspólna myśl: "Człowiek, który nie ma wrogów, jest nic nie wart". Jest to jednocześnie opowieść o osobach odważnych, niepokornych, wizjonerach, ludziach ciężkiej pracy. W przypadku biskupa Bednorza należy dodać, opowieść o człowieku, który ze swoimi zaletami i ułomnościami, znalazł się dzięki opatrzności Bożej w odpowiednim czasie na właściwym miejscu. Oto kilka cytatów ze wspomnianej książki: "Po raz pierwszy i chyba ostatni ktoś napisał o Herbercie Bednorzu, że był skromny i miły (chodzi o opinię jego proboszcza ks. Emila Szramka). Później będą o nim mówić: surowy, szorstki, niesympatyczny(...)". "Niektórzy jeszcze teraz się go boją". "Oficjalnie mówiono o nim z nabożeństwem: biskup robotników, nowych kościołów, wybraniec Matki Boskiej Piekarskiej. Nieoficjalnie: mała bozia diecezji katowickiej, despota, politykier". "Rzadko się uśmiechał. Do ludzi zwracał się bezosobowo, do księży mówił "księże" albo po nazwisku". "Od początku postawiłem sobie cel- żeby się mnie księża nie bali. My baliśmy się mojego poprzednika, ja też" - (abp Damian Zimoń). "Nie ujawniał uczuć, wymagał zdyscyplinowania". "Miał kompleks niskiego wzrostu(...)". "Ksiądz Bednorz jako biskup w Katowicach był gwarancją, że na Śląsku będzie spokojnie, diecezja będzie rządzona mocną ręką człowieka o przekonaniach wyraźnie propolskich i rozumiejącego robotników. Region potrzebował stabilizacji, a znani ze swego przywiązania do katolicyzmu górnicy potrzebowali w biskupie mocnego oparcia". "Górnicy, hutnicy czuli, że mogą milczeć, ktoś za nich mówił. Nikt tak nie potrafił porwać robotników jak biskup Bednorz" - (ks. Jerzy Myszom). "Biskup szantażował czerwonych. Mówił: jak nie dacie mi pozwolenia na budowę kościoła, to powiem o tym w Piekarach. Zwykle zgodę dawali. Tak się bali". "Te kazania to były strasznie wymęczone gnioty. Szczególnie trudne do przejścia były długie zdania i nowomowa, której nauczył się od urzędników. Ale z drugiej strony może dlatego robotnicy go rozumieli, że mówi do nich jak ich sekretarze podstawowych komórek partyjnych". "Decymber - mówił bp Bednorz o znienawidzonym na Śląsku Zdzisławie Grudniu (...). Pierwszy sekretarz wzywał Bednorza i godzinami trzymał go pod drzwiami swego gabinetu. Grudzień był zdeklarowanym ateistą. Zniszczyć "Herbercika" - to był jego cel" - (Zbigniew Messner). Ilekroć jestem w Katowicach, przytłacza mnie ich surowość i szorstkość, brak czegoś, co obserwuję i przeżywam w innych śląskich miastach, chociażby w Rybniku, Opolu czy we Wrocławiu. Gdy jestem w tym mieście staram się zawsze być w katedrze, moim zdaniem, także surowej i ascetycznej, jednak na swój sposób pięknej. Wydaje się, że miasto, katedra i nieżyjący już biskup Bednorz są podobni do siebie: solidni, chociaż niezbyt piękni i wylewni, wymagający i skuteczni w działaniu, jak Ślązacy, których w opinii biskupa: "Trzeba trzymać krótko, tak jak sam siebie trzymał krótko". Dodać należy, że jak Ślązacy, których biskup bezgranicznie kochał swoją śląską- trochę odmienną, lecz szczerą miłością. |

Kuria Metropolitalna Archidiecezji Katowickiej

Archikatedra Chrystusa Króla w Katowicach






|
Zdj. Piotr Ściborski |