ŚLĄSKIE GROBY LUDZI KOŚCIOŁA

NORBERT NIESTOLIK

KSIĄDZ FILIP BEDNORZ

RZĄDCA DIECEZJI Z KOMUNISTYCZNEGO NADANIA

W książce „Biskup Stanisław Adamski jakiego nie znamy” autorstwa arcybiskupa Stanisława Szymeckiego i księdza infułata Romualda Raka, dawnych sekretarzy i kapelanów trzeciego biskupa katowickiego, odnajdujemy fragment mówiący o okolicznościach jego wysiedlenia z diecezji. 7 listopada 1952 roku biskup przebywał w Domu Rekolekcyjnym w Kokoszycach. O godzinie siódmej rano przybyła tam ekipa wysiedlająca na czele z pułkownikiem Józefem Światłą. Odczytano dekret Komisji Specjalnej do Walki z Nadużyciami Gospodarczymi, w oparciu o który zakazano biskupowi pobytu w diecezji na okres pięciu lat. Skazany odpowiedział spokojne:„Ja to już raz słyszałem”, dodając po chwili: „te same słowa padły w 1941 roku z ust gestapowców, którzy mnie wysiedlili wtedy z Katowic”. Opuszczenie diecezji miało nastąpić o godzinie 14.00, dlatego po odprawieniu mszy świętej, około godziny 10.00, jak wspomina arcybiskup Szymecki: „(…) opuściliśmy Kokoszyce. W czasie jazdy, w miejscowości Bełk, tuż przed szpitalem, minęliśmy jakiś samochód. Wtedy ks. Ewald (ks. Ewald Kasperczyk proboszcz z Jedłownika-dod. N.N.) wykrzyknął, poznając w samochodzie znajomego księdza: Filipa wiozą, Filipa! Chodziło o ks. Filipa Bednorza. Czyżby on był przewidziany na zastępcę wysiedlanego Biskupa?”

Nikt wtedy nie mógł przypuszczać, jak symboliczny wymiar miało to wydarzenie. Andrzej Grajewski w książce „ Wygnanie” komentuje je w następujący sposób: „Bp. Adamski zaczął się zastanawiać, jaka jest przyczyna zainteresowania władz wojewódzkich skromną osobą wiejskiego proboszcza. Wiedziano, że jest aktywnym działaczem Wojewódzkiej Komisji Księży przy ZBoWiD-zie, ale do tej pory nie był szerzej znany. Nikt z uczestników krótkiego spotkania na szosie do Katowic nie przypuszczał, że ma ono niejako wymiar historyczny. Bp. Adamski, jako wygnaniec, opuszczał diecezję, natomiast władza, która go usunęła, przywiozła do Katowic jego następcę. Historia dopisała tragiczny epilog spotkania. Właśnie w Bełku, gdzie spotkały się obydwa samochody, 14 miesięcy później, 21 stycznia 1954 roku wydarzył się wypadek drogowy. Odniesione wówczas obrażenia spowodowały śmierć wikariusza kapitulnego, ks. Filipa Bednorza.”

Przyszedł na świat w Zabrzu, 1 maja 1891 roku w rodzinie węglarza Józefa i Józefiny z domu Wawrzynek. W czasie nauki w Cesarsko-Królewskim III Gimnazjum im. Jana Sobieskiego w Krakowie, w roku 1908 wstąpił do Zgromadzenia Księży Misjonarzy. Po siedmiu latach wystąpiwszy z niego, podjął studia w Wyższym Seminarium Duchownym w Widnawie. Naukę przerwał wybuch I wojny światowej. Filip Bednorz kontynuował ją we Wrocławiu i tam 20 czerwca 1920 roku przyjął święcenia kapłańskie z rąk kardynała Adolfa Bertrama. Był wikarym i katechetą w Pszczynie, uczył religii w gimnazjum w Królewskiej Hucie. Od roku 1928 roku pełnił posługę w wikarego w parafii św. Barbary w Królewskiej Hucie i obowiązki katechety w Państwowym Gimnazjum w Tarnowskich Górach, będąc prefektem konwentu biskupiego. W roku 1931 został mianowany patronem Związku Młodzieży Polskiej Męskiej oraz nauczał religii w gimnazjum żeńskim w Katowicach. W tym samym roku otrzymał dekret na urząd administratora parafii w Syryni.

W czasie II wojny światowej, w roku 1944, został referentem kurii Diecezjalnej w Katowicach. Zwrot w drodze duszpasterskiej księdza Filipa Bednorza nastąpił po II wojnie światowej. Kapłan zaczął sympatyzować z ruchem tzw. księży patriotów, będąc jednocześnie honorowym członkiem Okręgowej Komisji Księży przy ZBoWiD-zie. Niezgodnie z prawem kanonicznym, a z woli władzy komunistycznej wybrany wikariuszem kapitularnym w Katowicach. Został odznaczony przez władze komunistyczne Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski oraz Złotym Krzyżem Zasługi. Zmarł 13 stycznia 1954 roku. W odbywających się cztery dni później uroczystościach pogrzebowych uczestniczyli przedstawiciele władz wojewódzkich oraz minister do spraw wyznań. Ksiądz Filip Bednorz został pochowany w podziemiach bocznej kaplicy kościoła św. Piotra i Pawła w Katowicach, świątyni, która od listopada 1925 roku do ukończenia budowy katedry Chrystusa Króla pełniła rolę katowickiego kościoła katedralnego.

Życie kapana przypadło na jeden z najtrudniejszych okresów istnienia Kościoła katolickiego w Polsce. Podkreśla to także ksiądz profesor Jerzy Myszor w książce „Kościół na Górnym Śląsku od diecezji wrocławskiej do archidiecezji katowickiej”: „Po zakończeniu okupacji represje wobec duchowieństwa katowickiego nie ustały, zmienił się tylko agresor”. Kolejne fale tego zjawiska objęły kapłanów stających w obronie kobiet napastowanych przez żołnierzy armii radzieckiej, następnie księży wysiedlanych ze względu na opcję narodową i na końcu tych, którzy 2 listopada 1952 roku odczytali orędzie biskupa Adamskiego w sprawie obrony nauki religii w szkole. W okresie stalinowskim komuniści zdołali podzielić duchownych diecezji katowickiej. Księża Patrioci związani ze ZBoWiD-em a później ze Stowarzyszeniem PAX nie stanowili jednakże ilościowo wielkiej grupy.

Jak wylicza ks. prof. Myszor w grudniu 1949 roku Urząd Bezpieczeństwa w Katowicach wytypował 22 takich księży, z których 14 w pierwszej kolejności przystąpiło do ruchu, a do roku 1955 pozostało tylko 7. Podkreślić należy, że byli oni izolowani przez duszpasterzy wiernym swoim biskupom oraz to, że znaczna grupa należąca do ruchu Księży Patriotów znalazła się tam w wyniku zastraszania, prowokacji i szantażu. Odnosi się to także do tych kapłanów, którzy stali się w kolejnych latach PRL-u tajnymi współpracownikami Służb Bezpieczeństwa. Byli oczywiści i tacy, których na tę drogę zawiodły źle pojęte racje patriotyczne i dobro państwa oraz możliwości realizacji kariery kościelnej.

Jak w tej sytuacji ocenić postawę księdza Filipa Bednorza? Zadać możemy sobie wiele pytań dotyczących postawy kapłana. Dlaczego związał się z ruchem Księży Patriotów, występując często z przemówieniami krytykującymi Episkopat polski i papieża Piusa XII? Dlaczego przyjął stanowisko wikariusza kapituły z nadania władzy komunistycznej, wiedząc, że nie jest to zgodne z jej wolą a przede wszystkim z wolą prymasa Stefana Wyszyńskiego i wysiedlonych z diecezji biskupów: Stanisława Adamskiego, Juliusza Bienka i siedzącego w więzieniu biskupa Herberta Bednorza? Dlaczego był gotowy na współpracę z władzami województwa szczególnie z gen. Jerzym Ziętkiem, który dyktował kościołowi swoje warunki? Dlaczego nie był tak silny, aby sprzeciwić się naciskom władzy, awansował księży patriotów, a na biedne parafie „zsyłał” swoich przeciwników, chciał zwołać nielegalnie synod diecezjalny? Dlaczego z ambony ogłosił w sprawie aresztowania prymasa Wyszyńskiego: „(…) Episkopat nie odgrodził się od wrogów Ojczyzny, nie stał na straży polskiej racji stanu, w rezultacie tego Rząd dokonał ostatnich posunięć”.

Spróbujmy także doszukać się w osobie księdza Filipa Bednorza pozytywów. Do końca II wojny światowej jego postawa nie budziła najmniejszych zastrzeżeń. W liście z dnia 27 listopada 1952 roku skierowanym do ks. Prymasa po swoim wyborze na wikariusza kapitulnego pisał: „Obowiązek ten przyjąłem z rak Kapituły Katedralnej jedynie ze względu na chwałę Bożą, pożytek dusz nieśmiertelnych i dobro Kościoła, jak również ze względu na dobro Polski Ludowej”. Ostatecznie ks. Prymas uznał wybór ks. Bednorza z uwagi na: „dobro Kościoła i diecezji katowickiej, które wymaga, by pokój społeczny – w tych niezwykłych warunkach został zabezpieczony”. Nazajutrz po tym wydarzeniu ksiądz Bednorz wystąpił z prośbą o zwolnienie z więzienia biskupa Herberta Bednorza i prośbę jego spełniono, wysyłając jednocześnie biskupa na pięcioletnia banicję

Był gorliwym administratorem diecezji, jego prostota i starania znajdowały zrozumienie u części kleru. 10 stycznia 1954 roku w Kokoszycach wygłosił swoje ostatnie kazanie. Być może w poczuciu wcześniejszych win powiedział między innymi:„Dziś żyjemy w strasznym zakłamaniu. Na wszystkie sposoby głoszą nam różne prawdy, a tymczasem prawda jest tylko jedna. Ta prawda nie potrzebuje krzykliwej reklamy, bo ona sama się obroni i zwycięży, bo ona jest siłą sama w sobie, dlatego, ponieważ oparta jest na prawie niezmiennym, jakim jest byt odwieczny – Bóg”. Później była już tylko szosa w Bełku i tragiczny wypadek, śmierć oraz wspomnienie życia księdza Filipa Bednorza, które pozostawiło po sobie wiele znaków zapytania.

POWRÓT

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ