ŚLĄSKIE GROBY LUDZI KOŚCIOŁA

NORBERT NIESTOLIK

KARDYNAŁ MELCHIOR DIEPENBROCK

ROGATA DUSZA I PALEC BISKUPA DIEPENBROCKA

Melchior Diepenbrock urodził się w roku 1798 w Bocholt w Westfalii w rodzinie Antoniego i Marty Franciszki z Kestingów. Jako jeden z dziesięciorga rodzeństwa był dzieckiem bardzo trudnym i niezdyscyplinowanym, porywczym, niespokojnym i mało pracowitym. Jego ojciec, który był producentem a także nakładcą materiałów bawełnianych oraz udziałowcem zakładu hutniczego i właścicielem majątku ziemskiego, pozwolił sobie na prywatną edukację syna. Później Melchior uczęszczał do dwóch szkół kierowanych przez duchownych, ale żadnej z nich nie ukończył. Podobnie było ze szkołą wojskową w Bonn, mimo to brał udział w pruskiej wojnie narodowowyzwoleńczej 1815 roku.

Któż mógł przypuszczać, że ten młodzieniec zostanie kiedyś biskupem wrocławskim i kardynałem, a jego zdanie o "uciętym palcu", wypowiedziane w Piekarach Śląskich wejdzie do "mitologii" i tradycji polskiej na Górnym Śląsku i będzie szczególnie miłe dla Ślązaków końca XIX wieku. W tym miejscu należy sobie zadać pytanie, które jest szczególnie aktualne w naszych trudnych "edukacyjnie" czasach: Kto i w jaki sposób spowodował, że młody i niesforny Melchior stał się wielkim i cenionym biskupem? Diepenbrock miał niebywałe szczęście, że na swej życiowej drodze spotkał Michała Sailera, profesora teologii - późniejszego biskupa Regensburga, a także stygmatyczką Katarzynę Emmerich. Oni wpłynęli na zmianę w dotychczasowym życiu, postawie i charakterze młodzieńca.

Kiedy w latach 1824 - 1832 Melchior rozpoczął prywatne studia teologiczne pod kierunkiem Sailera, został jego prywatnym sekretarzem. 27 grudnia 1823 roku Sailer udzielił mu prywatnych święceń kapłańskich. Sześć lat później Sailers otrzymał nominację na biskupa w Regensburgu. Diepenbrock brał udział w zarządzaniu diecezją, był członkiem kapituły i jej dziekanem. W roku 1840 zaproponowano mu biskupstwo w Kolonii, lecz tej propozycji nie przyjął. Po dwóch kolejnych latach został mianowany wikariuszem generalnym w Regensburgu, lecz wkrótce zrezygnował z pełnienia tego urzędu. Niespodziewanie 15 stycznia 1844 roku kapituła wybrała go na biskupa ordynariusza wrocławskiego. Niesforny Diepenbrock nie przyjął nominacji i uczynił to dopiero po interwencji i naleganiach Stolicy Apostolskiej a także króla pruskiego. Diecezja wrocławska, wtedy jedna z największych i najtrudniejszych w Europie, znajdowała się w stanie kryzysu, jeśli nie upadku wywołanego apostazją biskupa Sedlnickiego i działalnością sekty Rongego.

Nowy biskup zabrał się ochoczo do pracy i z wielką energią oraz zapałem zaczął rządzić swoją diecezją. Wspierał zakony, szczególnie ich charytatywną działalność, popierał misje ludowe, dbał o odpowiedni poziom umysłowy i duchowy kapłanów, a także o rozwój katechizacji wśród wiernych. Pomagał ubogim i poszkodowanym przez los. Sprowadził na Śląsk siostry szkolne, boromeuszki i szarytki. Wspierał powstałe zakony: jadwiżanek, elżbietanek i marianek. W latach Wiosny Ludów "chłodził" i uspakajał buntownicze umysły, głosił hasła poszanowania życia, mienia, spokoju i pokoju. Wspierał duszpasterstwo żołnierzy.

W roku 1850 został kardynałem, a od władz świeckich otrzymał Order Czerwonego Orła I klasy. Był przeciwny rozdziałowi Kościoła od państwa, głosząc: "Oddaj co cesarskie cesarzowi, ale Boga słuchaj bardziej niż człowieka". W czasie epidemii tyfusu, w roku 1847, hojnie wspomagał dotkniętych nieszczęściem Ślązaków, jednocześnie wspierał ruch trzeźwościowy księdza A. Ficka. Na Górnym Śląsku pamięta się jego wystąpienie w duchu uwzględniania języka ojczystego wszystkich wiernych diecezji, w tym także ludności polskiej. Gdy w roku 1849 święcił nowy kościół w Piekarach, jego przemówienie było tłumaczone przez jezuitę na język polski. Powiedział wtedy "sławne" zdanie: "Ten mały palec ochoczo dałbym sobie odciąć, gdybym przynajmniej w kilku wyrazach waszej ślicznej polskiej mowy mógł do was przemówić".

Po śmierci, która miała miejsce 20 stycznia 1853 roku w miejscowości Jabłonków, pochowano go w jakże godnym miejscu - w katedrze wrocławskiej Młodzi i niesforni chłopcy pamiętajcie: nikt nie rodzi się świętym, zawsze można wejść na drogę godnego życia prowadzącego do kapłaństwa czy nawet biskupstwa. Liczcie także na pomoc swego mistrza, przewodnika, nauczyciela, takiego jakim dla młodego Diepenbrocka był biskup Sailers. Wierzcie, że tacy ludzie są także obecni wśród nas.

POWRÓT

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ