ŚLĄSKIE GROBY LUDZI KOŚCIOŁA

NORBERT NIESTOLIK

KSIĄDZ FRANCISZEK GĘBAŁA

"KTO WIERZY, WIE, DOKĄD IDZIE"

Urodził się 30 lipca 1932 roku w Suszcu w rodzinie rolnika Antoniego Gębały i jego żony Moniki z domu Sikora. W ósmym roku życia stracił ojca, który zginął w wypadku podczas zwózki drzewa z lasu. W czasie II wojny światowej uczęszczał do szkoły podstawowej w Suszcu i do szkoły średniej w Pszczynie. Po wojnie kontynuował naukę w Suszcu, w gimnazjum w Żorach a następnie w szkołach średnich w Pszczynie. Już wtedy należał do Krucjaty Eucharystycznej i do Sodalicji Mariańskiej. W czasie wakacji letnich był wychowawcą i higienistą kolonijnym. Ukończył kurs pedagogiczny. Maturę zdał w roku 1951. Wstąpił do Śląskiego Seminarium Duchownego w Krakowie i jednocześnie studiował na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Świeceń diakonatu udzielił mu w roku 1956 wikariusz kapitulny archidiecezji krakowskiej biskup Franciszek Jop, zaś święceń prezbiteriatu w roku 1954 biskup częstochowski Zdzisław Goliński. Od 1 sierpnia 1956 roku był wikarym w Brzezinach Śląskich. W sierpniu 1962 roku został przeniesiony do parafii Wniebowzięcia NMP w Chorzowie i tam przebywał do śmierci. W roku 1968 biskup zamierzał ustanowić go proboszczem w Piaśnikach, lecz władze komunistyczne nie wyraziły na to zgody. Od 23 sierpnia 1970 był już proboszczem w Chorzowie Batorym. Dał się poznać jako doskonały organizator i budowniczy kościoła w nowej parafii Jezusa Chrystusa Dobrego Pasterza.

W swojej parafii wybudował Dom Parafialny i Dom Przedpogrzebowy z kaplicą. Zaangażował się w sprawę procesu beatyfikacyjnego księdza Józefa Czempiela, byłego proboszcza parafii księdza Gębały i męczennika, który zginął w obozie koncentracyjnym w Dachau. W roku 1995 dostąpił godności kapelana Jego Świętobliwości. Rada Miasta Chorzowa odznaczyła kapłana medalem „Za zasługi dla Miasta Chorzowa”. W uzasadnieniu podano między innymi:„Naszą wdzięczność budzi także działalność charytatywna Prałata w nowych warunkach społecznych a zwłaszcza pomoc niesiona bezbronnym wobec zdarzeń losu – niepełnosprawnym, bezrobotnym i dzieciom”.
1 września 1998 roku przeszedł na emeryturę, lecz nadal mieszkał na probostwie. Zmarł 9 maja 2005 roku. Został pochowany na „starym” cmentarzu w Chorzowie Batorym przy ulicy Granicznej.

Cała swoje życie kapłańskie poświęcił jednej parafii i jednej dzielnicy Chorzowa. Dzisiejszy Chorzów Batory, położony w południowej części miasta, kilkakrotnie zmieniał swoją nazwę. Gdy w roku 1873 uruchomiono tutaj Hutę Bismarcka (Bismarckhütte, później Huta „Batory”) i w roku 1888 oddano do użytku destylarnię smoły (później Zakłady Chemiczne „Hajduki”), dwie gminy Hajduki Dolne i Hajduki Górne połączono w gminę Bismarckhütte. 1 stycznia 1923 roku, już w czasach polskich, zmieniono jej nazwę na Wielkie Hajduki. Ta nazwa wywodzi się z kolei od niemieckiego słowa Die Heide (wrzosowisko) lub od tajemniczego hajduka (rozbójnika). Jeszcze inna wersja pochodzi od tzw. die Hayduken/ Haiducken, żołnierzy stacjonujących tutaj do roku 1742, gdy teren ten należał do Austriaków. W listopadzie 1937 roku dzielnicę włączono do Chorzowa, co stało się faktem wedle decyzji Sejmu Śląskiego z 1 kwietnia 1939 roku. Nadano jej także nową nazwę Chorzów Batory (od istniejącej Huty „Batory”).

Po II wojnie światowej obowiązywała nazwa Chorzów IV, aby w roku 1991 powrócić do nazwy Chorzów Batory. Życie dzielnicy koncentrowało się wokół miejscowej parafii i kościoła Wniebowzięcia NMP. Autorem projektu świątyni jest Ludwik Schneider, znany śląski architekt tamtych czasów. Kamień węgielny poświęcił 23 października 1898 roku, z upoważnienia kardynała Georga Koppa, ksiądz Franciszek Tylla z parafii św. Jadwigi. Po trzech latach prac, 15 września 1901 roku świątynię poświęcił sam kardynał. Samodzielną parafią stała się po kolejnych siedmiu latach a jej kolejnymi proboszczami byli: ksiądz Maksymilian Ksoll, wspomniany już ksiądz Józef Czempiel, ksiądz Jerzy Lokay, ksiądz dr Teodor Krząkała, ksiądz Franciszek Gębała i obecnie ksiądz Henryk Aleksa.

Trudnym zadaniem jest zamknięcie życia ludzkiego w ramy publikacji książkowej a jeszcze trudniej na kartach kilkunastu stronicowego wydawnictwa. Podjęła się tego redakcja miesięcznika społeczno-kulturalnego „Hajduczanin” z jej redaktorem naczelnym Jackiem Kurkiem. Numer 6 (114) pisma wydany w roku 2005 poświęcono świętej pamięci księdza prałata Franciszka Gębały: „wspaniałemu człowiekowi, kapłanowi wielkiego serca, komuś, kto utożsamiany był z wszystkim, co w Hajdukach piękne i dobre. Spędził tu blisko 43 lata życia i stał się nieocenionym skarbem”. Na okładce wspomnianego numeru umieszczono zdjęcie z uroczystości pogrzebowych oraz wkomponowany w nie portret kapłana. W wydawnictwie umieszczono, co jest zabiegiem niezwykle cennym i godnym pochwały, wspomnienia osób duchownych i świeckich, które księdza Gębałę znały i szanowały. Możemy przeczytać tam treść dwóch homilii a także fragment pamiętnika zmarłego.

Ksiądz Stanisław Noga, hajduczanin i proboszcz parafii na Górnym Tysiącleciu pisze:„Wiem, że powołanie jest darem Boga, ale wiem także, że człowiek potrzebuje impulsu ze strony człowieka. Potrzebuje świadka, aby mógł w pełni swego serca odpowiedzieć na Boże wezwanie. Dla mnie takim świadkiem był zmarły kapłan, potem proboszcz i prałat. (…) Podziwiałem Go i gruntowało się powołanie – nie tylko moje, ale też niejednego kapłana z tej wspólnoty parafialnej. (…)A cóż powiedzieć o wielorakiej pomocy i otwartym sercu w każdej potrzebie, jaka spadała na człowieka? Tutaj zawsze były drzwi otwarte. Tutaj człowiek nie odchodził z pustymi rękoma.(…) A konfesjonał? Godziny „dyżuru” i danie ludziom możliwości skorzystania z łaski sakramentu pokuty czyniły jego posługę tak bardzo skuteczną.(…) Jestem wdzięczny Panu Bogu, że spotkałem na drodze swego życia takiego kapłana, który swoją pokorą, pracowitością urzekał, a zarazem był sobą, co wynikało z Jego postawy, stylu życia”.

Wspomniany już Jacek Kurek w tekście, którego pełniejszą formę opublikowano w „Śląskim Kalendarzu Katolickim” na rok 2006 pisze:„Gdy zbliżał się do chwili przejścia na emeryturę, często powtarzał, że prosi Boga o łaskę pozostania na probostwie, tak by mógł posługiwać w konfesjonale i przy ołtarzu. Tej prośby Bóg wysłuchał. (…) Poważnie chory na nogi otrzymał zalecenie od lekarzy, by z probostwa do kościoła nie chodził częściej niż raz dziennie. On oczywiście każdego dnia przynajmniej kilkakrotnie przemierzał tę odległość, by odprawiać Eucharystię, a przed każdą z pozostałych Mszy św. Spowiadać. W dniach następnych po śmierci ks. Franciszka jego konfesjonał wypełniły kwiaty, wyraz wdzięczności, pamięci i miłości”.

Ksiądz Henryk Aleksa, następca księdza Gębali w parafii Wniebowzięcia NMP wspomina:„Swoją osobą wprowadzał prawdziwie ciepły klimat na probostwie. (…) Zawsze służył radą temu, który zaczynał – uczył się proboszczowania w tak wielkiej parafii. (…) Cieszył się bardzo z prac, jakie były prowadzone – z odnowionego, wyremontowanego kościoła”.

Ksiądz Antoni Klemens dziekan chorzowski dodaje do obrazu proboszcza bardzo istotny element:„Wielkie wrażenie wywarł na mnie park maszyn na podwórku probostwa. Były tam wszystkie urządzenie do wszelkich robót, a wśród nich słynna nyska do przewozu ludzi. Mieć wtedy taki „busik” i nie martwić się, czym wyjeżdżać na wycieczki z młodzieżą”.

Były prezydent Chorzowa Joachm Otte pisze:„Ksiądz Franciszek Gębała był otwarty na rozwiązywanie problemów społecznych. To w jego parafii poświęcono sztandar „Solidarności”, to on był też pierwszym duszpasterzem chorzowskiej „Solidarności”.

W jednym ze wspomnień, autorstwa księdza Jerzego Szymika, byłego wikarego zmarłego proboszcza a obecnie cenionego człowieka nauki, poety i publicysty czytamy:„Zawdzięczam mu niemało. Spotkałem w nim człowieka o wielkim sercu. Był kimś kompletnie pozbawionym zazdrości – duża rzadkość na tej ziemi. Wspierał prowadzone przeze mnie wówczas duszpasterstwo młodzieży z niezwykłą czystością serca. Dziś już wiem jakiej klasy potrzeba, żeby pozwolić rozwijać się młodemu pod bokiem starszego. Jakie to trudne, by „on wzrastał, a ja bym się umniejszał”.

Śmierć proboszcza Gębały zbiegła się czasowo z odejściem do Pana papieża Jana Pawła II. W obu przypadkach możemy powiedzieć o ukazaniu nam „ars vivendi” i „ars moriendi” czyli „sztuki życia” i „sztuki umierania”. W homilii wygłoszonej na pogrzebie ks. prałata, ksiądz Jan Gacka podkreślił:„Śp. Ks. Franciszek należał do kapłanów wiernych do końca Bogu i ludziom. (…) Słabości, dolegliwości, choroby to pochodna jego całkowitego zaangażowania w pracę, bez oszczędzania siebie.(…) Często bardzo trudno go było rozpoznać w roboczym ubraniu, obsypany pyłem cementowym, stojącego na dużej betoniarce czy steterze.”

Do rangi symbolu urosły słowa niezwykłej rozmowy księdza Gębały z księdzem Alfredem Szkróbką cytowane przez tego ostatniego w czasie homilii podczas eksportacji śp. ks. Franciszka:„Wchodzę. W otwartym boksie leży dwóch chorych. Ks. Franciszek z brzegu, przykryty białym prześcieradłem. Wokół Niego gąszcz przewodów, przyssawek i monitor tuż nad głową wykreśla rytm bijącego serca. Mówię: Szczęść Boże! Franku, żyjesz? – Żyję i to całkiem nieźle, tylko na uwięzi. – Ledwo żyjesz, a jeszcze żartujesz! Wtedy – już poważnie i dosadniej słyszę słowa: Kto wierzy, wie dokąd idzie”.

Przytoczone wypowiedzi wydają się potwierdzać cechy wielu śląskich kapłanów, ludzi silnych, gospodarnych, oddanych Kościołowi i wyczulonych na problemy społeczne. We wspomnianym numerze „Hajduczanina” odnajdujemy informacje o niebywałych liczbach świadczących o prawie 43 letniej posłudze księdza Franciszka Gębały w jego parafii. Ochrzcił 1704 dzieci a do pierwszej komunii świętej przygotował 4338, udzielił ślubu 542 parom, odprawił 16200 mszy świętych, odprawił 1200 pogrzebów, wyspowiadał ponad 500 tysięcy osób.

POWRÓT

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ