ŚLĄSKIE GROBY LUDZI KOŚCIOŁA

NORBERT NIESTOLIK

KSIĄDZ KLEMENS KOSYRCZYK

ZAKOCHANY W ŚLĄSKIEJ MOWIE

[Rozmiar: 17648 bajtów]

Klemens Norbert Kosyrczyk urodził się 26 sierpnia 1912 roku w Mysłowicach w rodzinie kolejarza Klemensa i Marty z domu Kania, jako siódme z dziesięciorga ich dzieci. Po ukończeniu miejscowej szkoły powszechnej i gimnazjum został alumnem Śląskiego Seminarium Duchownego w Krakowie, studiując równocześnie filozofię i teologię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Święcenia kapłańskie przyjął 28 czerwca 1936 roku z rąk biskupa Stanisława Adamskiego. Został duszpasterzem w rodzinnych Mysłowicach, następnie w parafii Marii Magdaleny w Chorzowie Starym. W tym okresie, a właściwie już w czasach gimnazjalnych, gdy pisał do miesięcznika młodzieży szkolnej "Młodość" pod pseudonimem "Emon", wykazał się zainteresowaniami dziennikarskimi. Z inicjatywy wspomnianego biskupa widzącego talent młodego kapłana otrzymał stypendium w Wyższej Szkole Dziennikarskiej w Warszawie i skierowanie na praktykę do redakcji "Małego Dziennika".

W roku 1940, w czasie II wojny światowej, ksiądz Kosyrczyk został aresztowany i osadzony w obozach koncentracyjnych w Dachau i w Gusen. Po wyjściu na wolność kolejno pracował: w parafii św. Antoniego w Rybniku (grudzień 1940), w Knurowie i Krywaldzie (wrzesień 1942), w Nierodzimiu w powiecie cieszyńskim (od 1943 roku), w Wodzisławiu Śląskim (styczeń 1944), w Rudzie Śląskiej (listopad 1944). Po zakończeniu wojny został katechetą w Państwowym Liceum Pedagogicznym w Katowicach, będąc jednocześnie duszpasterzem miejscowego kościoła mariackiego. Kolejne etapy posługi kapłana prowadziły przez: Murcki, Wełnowiec, proboszczowanie w Istebnej i u Świętego Józefa w Rudzie Śląskiej oraz w Jejkowicach. Ze względu na stan zdrowia, w maju 1972 roku, zrezygnował z pracy duszpasterskiej. Zmarł 28 kwietnia 1975 roku w szpitalu w Chorzowie. Został pochowany na cmentarzu przy ulicy Sienkiewicza w Katowicach, na jednej z najważniejszych nekropolii w mieście, należącej do parafii pw. Świętych Apostołów Piotra i Pawła. Spoczywają na niej działacze polityczni, społeczni, ludzie nauki, sztuki i kultury.

Praca duszpasterska stanowiła najważniejszy wątek życia księdza Kosyrczyka. Wiązał ją z działalnością publicystyczną. W lutym 1945 roku rozpoczął pracę w redakcji "Gościa Niedzielnego", pełniąc funkcję redaktora naczelnego (1945-1950) a także członka komitetu redakcyjnego pisma (1950-1952 i 1956-1957). Zasłynął z pisanych w gwarze śląskiej felietonów zatytułowanych "Gawędy Stacha Kropiciela" a także innych pod tytułem "Silva rerum" podpisywanych pseudonimem Ksiądz Klemens. Cieszyły się one szczególnym uznaniem czytelników. Był także cenionym tłumaczem, publikował w licznych tygodnikach i miesięcznikach oraz wydawnictwach zbiorowych. Jeden z tekstów: "Od radlińskiego adwentu do wrocławskiej septuagesimy. Szkic biograficzny" poświęcił kardynałowi Bolesławowi Kominkowi.

Niezwykle ciekawy obraz kapłana kreśli ks. Jan Górecki w książce "Anegdoty z koloratką" Katowice 2003: Student Kosyrczyk wśród kolegów mówił gwarą śląską, dlatego obawiali się, że nie potrafiąc poprawnie mówić po polsku, nie zda egzaminów. Obawy były płonne, okazało się, bowiem, ze artykuł o zimie najlepiej napisał właśnie on. Wtedy kolegom wyjaśnił: "Na Śląsku są dwie "godki", jedna na "bez tydzień", drugo na niedziela." Kardynał Ignacy Jeż, ówczesny biskup koszaliński dodaje (cytat z książki ks. Góreckiego): Emona cechował przede wszystkim swoisty humor. I to nie ten wyczytany w prasie, czy powtarzany od innych, ale jego oryginalny i całkiem swoisty. Humor jest chyba przejawem i to bardzo specyficznym inteligencji - u niego na bardzo wysokim poziomie. Tak właśnie czytałem w "Gościu" jego Gawędy Stacha Kropiciela (od czego zresztą zaczynała się lektura każdego nowego numeru). (...) Tak też zostały nam w pamięci jego żarty i dowcipy, tryskające humorem (...).

Wspomniane gawędy z lat 1945-1951 zostały zebrane oraz opracowane przez ks. prałata Józefa Smandzich i wydane nakładem Kurii Metropolitalnej w Katowicach w roku 1994. W słowie wstępnym do książki napisanej w całości śląską gwarą, ks. Arcybiskup Damian Zimoń podkreślił, że: Gwara ta deprecjonowana i wyśmiewana przez lata okazała się niewzruszona. Pokolenia tej ziemi do dziś posługują się tym narzeczem. W ostatnim czasie obserwujemy renesans tej gwary (...). Gawędy Stacha Kropiciela odsłaniają młodemu pokoleniu piękno gwary śląskiej (...). Ksiądz Kosyrczyk, będąc Stachem Kropicielem, opowiada, przekonuje, zachęca, strofuje, karci, poucza, radzi w sprawach rodzinnych, związanych z życiem religijnym oraz społecznym. Podkreślić należy, że w postać tę wcielili się na łamach "Gościa Niedzielnego" przed ks. Kosyrczykiem także inni kapłani: późniejszy arcybiskup Józef Gawlina, kardynał Bolesław Kominek, oczywiście w początkowym okresie posługi kapłańskiej i ksiądz Franciszek Ścigała.

A oto fragmenty felietonu z roku 1948 pt. "Gwary śląskiej nie zapomnimy" ks. Kosyrczyka:

Zgodołech sie tu kajsik z jednym repatriantem i ten mi przeciepuje, że my nie umiemy dobrze po polsku. Ale pedzioł mi to bez złości, ino tak po somsiedzku, życzliwie. Jo mu tyż na to życzliwie odpowiedzioł tak: - Wy godocie „fartuch”, a to jest za reszpektem po niemiecku, my godomy „zopaska” i to jest po polsku. Pełno mocie w waszej mowie słów niemieckich, francuskich, łacińskich i lecyjakich, a nie wiecie o tym. Na ćwierć godziny to padocie „kwadrans”. Kiere jest bardzi po polsku: nasze ćwierć, abo wasz kwadrans? (a zresztom, czamu tyż nie powiecie „kwadrans kiełbasy”?); wy padocie „lustro” my zdrzadło, wy jycie „kolacjo”, my wieczerzo, wy piszecie na „marginesie”, my na kraju, wy padocie „inteligent”, my godomy człowiek kształcony, wy padocie „konfesjonał”, my spowiednica abo sluchatelnica, wy padocie „okazja”, my przyleżytość, wy padocie „metryka”, my rodny list, wy padocie „chór’ (w kościele), my pawlacz, wy padocie „kwartał”, my ćwierć roku, wy padocie „kuzyn”, „kuzynka”, my brataniec, siostrzenica, wy mocie niemiecki szlafrok, szlafroczek, a my wcale tego słowa nie momy, bo w szlafrokach nie łażymy, bo na Śląsku włazi się rano do galot abo kiecek i chyto się roboty. Potem jeszcze mocie jakieś bruderszafty, furmanki, asygnaty, autobuse, tramwaje, garnitury, okulary, atramenty, dancingi, irytacje, jakieś menu i cejco. I wom się zdo, że wy mocie ta czysto polsko mowa?

Przytoczony fragment nabiera także w obecnych czasach szczególnego znaczenia. Powraca temat gwary a być może języka śląskiego. W grudniu 2008 roku doszło do posiedzenia Sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych, na które zaproszono liderów śląskich organizacji regionalnych. Dyskutowano na temat "Ślązacy - dynamika tożsamości, aspiracje językowe, identyfikacje narodowe". Uznano, że istnieją wielkie szanse, aby realne stało się wpisanie języka śląskiego do ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych, jako języka regionalnego, co stanowiłoby uznanie Ślązaków obok Kaszubów za mniejszość językową. Automatycznie język śląski otrzymałby status języka regionalnego. Podkreślić należy, że w roku 2007 Biblioteka Kongresu Stanów Zjednoczonych wpisała język śląski do rejestru języków świata.

Trwają spory o to, czy nasza mowa jest językiem, czy tylko gwarą. Naukowcy i znawcy zagadnienia przytaczają argumenty udowadniające obydwie opcje. Pierwsi wskazują na niedostateczne podobieństwo języka śląskiego do jednego, innego języka w zakresie gramatyki i słownictwa. Podkreślają wolę użytkowników danej mowy, czyli w tym przypadku samych Ślązaków, za którą powinny iść decyzje polityczne. Przeciwnicy mówią o pochodzeniu naszej gwary od języka polskiego ze względu na fleksję i rdzenie tematyczne części wyrazów oraz na wtórność wpływu na dialekt śląski języka niemieckiego: brak wpływu na fleksję i szczątkowy wpływ na składnię. Zwolennicy języka śląskiego uznają, że fakt jego uznania wpłynie na konsolidację Ślązaków, pozwoli im upomnieć się o swoje prawa, ziści sny o wolności. Zdają sobie sprawę z ogromnych trudności w zakresie kodyfikacji, wszak nasza mowa różni się w zależności od konkretnego miejsca. Jej dokonanie pozwoliłoby na to, aby język ten zagościł w szkołach, w mediach, w literaturze i w urzędach a nie tylko w śląskich sercach. To trudne, lecz realne zadanie.

Ksiądz Klemens Kosyrczyk na pewno błogosławiłby takim staraniom. Był wielkim i oddanym zwolennikiem wszystkiego, co śląskie. Modliłby się w tej sprawie ze współczesnymi Ślązakami:

„Uojče naš, kery ježeś w ńybje,
bydź pośwjyncůne mjano Twoje
Přińdź krůlestwo Twoje, bydź wola Twoja,
jako we ńybje, tak tyž na źymji.
Chlyb naš koždodźynny dej nům dźisiej (…)”.
   (tekst za jedną ze stron internetowych)

POWRÓT

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ