ŚLĄSKIE GROBY LUDZI KOŚCIOŁA

NORBERT NIESTOLIK

KSIĄDZ TEODOR KREMSKI

DZIWNE ŻYCIE PIERWSZEGO PROBOSZCZA KATOWIC

Ksiądz Teodor Kremski to jedna z najciekawszych i jednocześnie prawie całkowicie zapomnianych postaci pośród śląskiego duchowieństwa drugiej połowy XIX i początków XX wieku. Był kapłanem, którego charakterystyczną cechę wyglądu stanowiła broda noszona bynajmniej nie z powodów estetycznych, a o dziwo ... ze względu na zły stan zdrowia. Ksiądz Kremski wywarł wielki wpływ na życie religijne Katowic, Rybnika i również Jankowic. Jego losy spinały niczym klamrą, w jakże znaczący sposób, zagadkowe problemy zdrowotne. Urodził się 14 marca 1829 roku w Tarnowskich Górach w bogatej rodzinie właściciela składu z płótnem Jana Kremskiego oraz jego żony Marii, która zajmowała się domem i dbała o wychowanie syna. Ten, z wynikiem celującym, ukończył miejscowe gimnazjum, a następnie rozpoczął studia prawnicze we Wrocławiu, aby kontynuować je i wreszcie ukończyć w Bonn i w Berlinie.

Jako specjalista z zakresu prawa świeckiego i kościelnego objął stanowisko referendarza w sądzie powiatowym w Tarnowskich Górach, zaś władze miasta pragnęły powierzyć mu wkrótce urząd prezesa tego sądu. Wspaniale rozpoczynającą się karierę przerwała, w roku 1853, decyzja o podjęciu studiów teologicznych we Wrocławiu. Ukończył je uzyskaniem tytułu doktora praw a następnie przyjęciem święceń kapłańskich 30 czerwca 1857 roku. Posługę kapłańską pełnił najpierw w Bujakowie w dekanacie mikołowskim, następnie w Opolu, aby 8 listopada 1860 roku objąć urząd kuratusa tj. samodzielnego duchownego na prawach proboszcza w Katowicach. Tam ksiądz Kremski podejął decyzję o budowie nowego kościoła parafialnego pod wezwaniem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.

Jako człowiek zamożny w znacznej części przeznaczał na ten cel pieniądze swojej rodziny. Był kapłanem niezwykle gorliwym i pracowitym. Prowadząc działalność edukacyjną w szkole, umiejętnie godził interesy w zakresie kształcenia i wychowania dzieci: Niemców, Polaków, katolików, ewangelików i Żydów. Założył Katolicki Komitet Szkolny a w roku 1865 doprowadził do powstania gimnazjum żeńskiego. 2 kwietnia 1866 roku był dniem wielkiej tragedii kapłana. W czasie wygłaszania niedzielnego kazania, w wyniku wcześniejszego przeziębienia, stracił głos. Mógł mówić tylko szeptem. Leczenie nie przyniosło oczekiwanej poprawy. Nie pomogły wyjazdy do Wiednia, do Włoch a nawet do Egiptu, Palestyny, Algieru i Hiszpanii. Po powrocie w rodzinne strony był zmuszony zrezygnować ze stanowiska proboszcza w Katowicach i został ojcem duchowym oraz kapelanem w klasztorze Sióstr Służebniczek w Porębie koło Góry Świętej Anny. Zachował także charakterystyczną brodę, która miała stanowić zabezpieczenie od zimna dla jego chorego gardła.

23 kwietnia 1872 roku zaproszono go na uroczystość rodzinną do Tarnowskich Gór. Następnego dnia, w czasie wygłaszania toastu odzyskał głos. Powrócił na swoją placówkę do Poręby, aby w roku 1872 przenieść się do Rybnika i objąć stanowiska kapelana szpitala św. Juliusza. Przez 34 lata służył chorym i biednym, zaś cały swój majątek rozdał potrzebującym. Umarł na zawał serca 22 grudnia 1906 roku i został pochowany na starym rybnickim cmentarzu przy obecnej ulicy Cegielnianej, gdyż tam właśnie było miejsce pochówku parafian do roku 1920. Później wyznaczono nowy, duży cmentarz niedaleko ulicy Rudzkiej, który służy rybniczanom do dnia dzisiejszego.

Jak już wspomniano, po księdzu Kremskim nie pozostało wiele znaków ludzkiej pamięci. Ominęło go pióro historyków, autorów "Słownika biograficznego katolickiego duchowieństwa śląskiego XIX i XX wieku" oraz autora publikacji "Rybniczanie - słownik biograficzny". Wyjątek stanowi opracowanie ks. Janusza Wycisło zamieszczone w "Śląskim kalendarzu katolickim rok 2000". Jednak po księdzu Teodorze Kemskim pozostał katowicki kościół Mariacki, zabudowania rybnickiego szpitala Juliusza, klasztor w Porębie, zachowało się zdjęcie jego grobu, choć sama mogiła podzieliła los innych mogił starego rybnickiego cmentarza - po prostu zniknęły, gdyż w czasach PRL-u nikt nie pomyślał o możliwości ich przeniesienia na nowy cmentarz. Cóż, również dzisiaj estetyka tego miejsca w postaci pięknych trawników i chodniki, przeważyła nad pamięcią pokoleń o kapłanie, który Rybnikowi oddał 34 lata swojego niezwykłego życia. Być może kiedyś doczekamy się w tym miejscu chociażby najskromniejszej tablicy pamiątkowej.

Ksiądz Teodor Kremski był także doskonałym znawcą historii Śląska. W roku 1895, w czasie uroczystości poświęcenia kaplicy w jankowickiej Studzience, wygłosił płomienne kazanie, w którym nakreślił historię oraz rozwój tego pątniczego miejsca, uwypuklając wątek męczeńskiej śmieci księdza Walentego. Swoją sztuką oracji chwytał za serce zebranych, o czym dowiadujemy się z zachowanej kroniki parafialnej. W tym samym źródle czytamy, że:"(...) był rzetelnym i pilnym pomocnikiem w chwilach trudnych sytuacji duszpasterskich", chociaż w innym miejscu znajdujemy wypowiedź księdza proboszcza Bolika: "od Wielkanocy jest w kościele parafialnym przy środkowej mszy świętej zawsze niemieckie kazanie, a ks. Kremski niech lepiej pozostanie w szpitalu, bo nie każdy przyzwyczaiłby się w kościele do jego brody, którą nosi od swego powrotu z Jerozolimy". Szkoda, że ludzie nietuzinkowi muszą budzić niezdrowe emocje. Za księdzem Wycisło, biografem Kremskiego dodam: "Szkoda, że dziś zapomniano o tym niezwykle gorliwym kapłanie, który porzucił karierę prawniczą, by do końca swoich dni służyć ubogim i biednym. Szkoda też, że nie poznamy gatunku szlachetnego alkoholu, który pozwolił ks. dr. Teodorowi Kremskiemu wyjść z wieloletniej choroby i udręczenia".

POWRÓT

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ