ŚLĄSKIE GROBY LUDZI KOŚCIOŁA

NORBERT NIESTOLIK

KSIĄDZ JAN MACHA

CICHY ZAKĄTEK KSIĘDZA JANA MACHY

Jeden z filmów Kazimierza Kutza pt. "Na straży twej stać będę" kończy scena ścięcia gilotyną młodego księdza katolickiego. Mało kto wie, że obraz ten nie jest wytworem fantazji reżysera, lecz artystycznym zapisem wydarzeń, jakie miały miejsce w czasie okupacji hitlerowskiej w nocy z 2 na 3 grudnia 1942 roku w katowickim więzieniu mieszczącym się przy ulicy Mikołowskiej. Ofiarą terroru wroga był młody ksiądz Jan Macha. Ostatnia wola zamordowanego został przez niego zapisana w następujący sposób: "Pogrzebu mieć nie mogę, ale urządźcie mi na cmentarzu cichy zakątek, żeby, od czasu do czasu, ktoś o mnie wspomniał i zmówił za mnie Ojcze Nasz (...). "Pogrzebu rzeczywiście nie było a zwłoki księdza Jana, jak wynika z ustaleń Instytutu Pamięci Narodowej, zostały przewiezione do Oświęcimia i spalone w krematorium. W tym samym czasie, nie wiedząc o dziejącej się tragedii, w obozie przebywał brat księdza, Piotr Macha. Po wojnie, zgodnie z wolą ofiary hitlerowskiej przemocy, na cmentarzu przy kościele w Starym Chorzowie, urządzono "cichy zakątek" i dokonano symbolicznego pochówku księdza Jana Machy. W tym miejscu umieszczono czarną tablicę z wielkim krzyżem a na niej piękny napis: "Przechodniu! Ciała mojego tu nie ma, ale odmów Ojcze Nasz za spokój mojej duszy."

Na ostatnie dni życia kapłana rzuca światło jego list do rodziny, napisany w katowickim więzieniu i datowany na dzień 2 grudnia 1942 roku. Ten niebywały dokument, jakże tragiczny w swej wymowie, świadczy o miłości duchownego do Boga, bliźnich i najbliższej rodziny. Dokument zamieszczono w książce pt. "Represje wobec duchowieństwa Górnośląskiego w latach 1939 - 1945 w dokumentach", opracowanie: Kornelia Banaś i Adam Dziurok, Instytut Pamięci Narodowej - Komisja Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu, Katowice 2003. Ksiądz Jan Macha pisał: "Kochani Rodzice i Rodzeństwo! Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. To jest mój ostatni list. Za cztery godziny wyrok będzie wykonany. Kiedy więc ten list będziecie czytać mnie nie będzie już między żyjącymi. Zostańcie z Bogiem! Przebaczcie mi wszystko! Idę do Wszechmogącego Sędziego, który mnie teraz osądzi. Mam nadzieję, że mnie przyjmie. Moim życzeniem było pracować dla niego, ale nie było mi to dane. Dziękuję za wszystko! Do widzenia tam w górze u Wszechmogącego. (...) Pozdrówcie wszystkich moich kolegów i znajomych. Niechaj w modlitwach swoich pamiętają o mnie (...) Umieram z czystym sumieniem. Żyłem krótko, lecz uważam, że swój cel osiągnąłem. Nie rozpaczajcie! Wszystko będzie dobrze. Bez jednego drzewa las lasem zostanie. Bez jednej jaskółki wiosna też zawita, a bez jednego człowieka świat się nie zawali (...) Pozostało mi bardzo mało czasu. Może jeszcze jakie trzy godziny a więc do widzenia ! Pozostańcie z Bogiem. Módlcie się za waszego Hanika."

Krótka, bo zaledwie 26 letnia droga życiowa księdza Jana Machy rozpoczęła się 18 stycznia 1914 roku w Chorzowie Starym. Był synem mistrza ślusarskiego Pawła Machy i Anny z domu Cofała. Ukończył gimnazjum klasyczne w Królewskiej Hucie (Chorzowie). Studiował na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. W roku 1934 wstąpił do Śląskiego Seminarium duchownego, a pięć lat później 25 czerwca 1939 roku, otrzymał święcenia kapłańskie z rąk biskupa Stanisława Adamskiego. Od lipca tego roku był wikarym w kościele św. Marii Magdaleny w Chorzowie Starym a później św. Józefa w Rudzie Śląskiej. W październiku 1939 roku ksiądz Macha był jednym z założycieli podziemnej organizacji o nazwie Polska Organizacja Zbrojna, aby wkrótce zostać jej przywódcą. Została ona podporządkowana Siłom Zbrojnej Polski i Związkowi Walki Zbrojnej. Zajmowała się pomocą represjonowanym, drukiem i kolportażem wydawnictw oraz akcją wywiadowczą. Niestety 5 listopada 1941 roku w wyniku denuncjacji, został aresztowany przez gestapo, uwięziony w Mysłowicach i w Katowicach a po procesie w niemieckim Sądzie Okręgowym w Katowicach skazany na śmierć. Nigdy nie zdołano załamać jego wiary. W więzieniu, z kawałków sznurka zrobił sobie różaniec, do którego dorobił krzyż z drzazgi odłupanej ze stołu. Zakuty w kajdany, kciukiem przewracał stary brewiarz. Później był już tylko cytowany wcześniej list, śmierć, krematorium w Oświęcimiu i cud ludzkiej pamięci trwający do dzisiaj. Tak swojego wujka - księdza wspomina Jan Cofałka: "Zawsze miał w sobie niezwykłą wrażliwość na ludzkie nieszczęście i wpojone w domu rodzinnym przywiązanie do polskiej tradycji Śląska. (...) podtrzymywał ducha narodowego wiernych i włączył się w organizowanie pomocy polskim rodzinom, których mężowie i synowie zostali aresztowani i wywiezieni do obozów i więzień".

Losy śląskiego duchowieństwa w czasie drugiej wojny światowej to jedna z najtragiczniejszych kart historii naszego regionu. Jeszcze przed najazdem na Polskę Niemcy sporządzili specjalną księgę gończą "Sonderfahndungsbuch Polen", na której znalazło się ponad tysiąc nazwisk, w tym śląscy duchowni. Podobne listy sporządziły organizacje niemieckie działające przed wojną na Śląsku. Nastąpiły pierwsze aresztowania księży. Czwartego września zamordowano proboszcza z Gostyni - księdza Tomasza Mamzera, cztery dni później księdza Władysława Robotę z Gierałtowic. Na wojnie ginęli kapelani wojskowi, księża - działacze społeczni, plebiscytowi i powstańczy, działacze ruchu oporu. Wysiedlono poza diecezję biskupów: Stanisława Adamskiego i Juliusza Bieńka. W grupie górnośląskich księży i zakonników, ofiar ostatniej wojny znaleźli się także ci, którym dane było znaleźć się w gronie błogosławionych Kościoła: ksiądz Michał Emil Szramek, ksiądz Józef Czempiel i ojcowie werbiści: Stanisław Kubista i Ludwik Mzyk.

[Rozmiar: 160021 bajtów]

"Pogrzebu mieć nie mogę, ale urządźcie mi na cmentarzu cichy zakątek, żeby, od czasu do czasu, ktoś o mnie wspomniał i zmówił za mnie Ojcze Nasz..."

[Rozmiar: 144133 bajtów]

Fot. Piotr Ściborski

POWRÓT

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ