ŚLĄSKIE GROBY LUDZI KOŚCIOŁA

NORBERT NIESTOLIK

KSIĄDZ HENRYK MARKWICA

"NIECH BÓG BĘDZIE UWIELBIONY"

„To był prawdziwy Boży gwałtownik, charyzmatyk i wielki przyjaciel młodzieży”. W taki sposób ksiądz arcybiskup Damian Zimoń podsumował drogę życiową księdza Henryka Markwicy w czasie jego pogrzebu, który miał miejsce 22 lutego 1999 roku w Chorzowie. Metropolita górnośląski ujawnił jednocześnie testament zmarłego napisany cztery lata wcześniej w Tyńcu. Był on krótki i brzmiał: „Oświadczam, że niczego nie posiadam, a to, co niby posiadam, jest własnością Kościoła katolickiego. Niech Bóg będzie uwielbiony!”. Arcybiskup dodał do tych słów własny komentarz: „Nigdy nie czytałem tak pięknego testamentu”.

W czasie uroczystości odczytano również list kondolencyjny Jerzego Buzka ówczesnego premiera rządu: „(…) pamiętany będzie jako „Boży człowiek”, człowiek modlitwy i poświęcenia. Dla tysięcy osób na Górnym Śląsku wybitna postać tego kapłana na zawsze pozostanie w ich szczerej pamięci, a dla Chorzowa i jego mieszkańców będzie trwałym punktem odniesienia”. Doczesne szczątki księdza Henryka Markwicy, proboszcza chorzowskiej parafii św. Jadwigi Śląskiej, złożono w grobie na cmentarzu parafialnym. Urodzony w Łagiewnikach Śląskich 27 stycznia 1942 roku w rodzinie robotniczej Antoniego i Franciszki z domu Respondek zakończył swój ziemski żywot 18 lutego 1999 roku w szpitalu w Nowym Sączu. Śmierć była następstwem wypadku samochodowego, do którego doszło w czasie podróży kapłana do Krynicy, gdzie miał poddać się leczeniu sanatoryjnemu.

W czasie swojego życia obfitującego w ważne wydarzenia uczył się najpierw w szkole podstawowej w swojej rodzinnej miejscowości a następnie w Liceum Ogólnokształcącym w Bytomiu. W roku 1955, zgodnie z wymogami władzy komunistycznej na Śląsku, był zmuszony zmienić swoje imię Gerard otrzymane na chrzcie świętym na Henryk. Studiował teologię w Śląskim Seminarium Duchownym w Krakowie. 5 czerwca 1966 roku z rąk biskupa Herberta Bednorza przyjął święcenia kapłańskie.

Posługę wikarego pełnił w Katowicach - Wełnowcu, Rybniku, Wiśle, Chorzowie Batorym, Zabrzegu, Tychach i Tarnowskich Górach. Zamierzano wysłać go na studia z zakresu teologii moralnej do Rzymu. Decyzję podjętą przez biskupa Herberta Bednorza zaaprobował prymas Polski kardynał Stefan Wyszyński, przydzielając księdzu Henrykowi specjalne stypendium. Niestety władza odebrała mu paszport, co uniemożliwiało wyjazd. Podjął studia zaoczne na krakowskim Papieskim Wydziale Teologicznym a następnie na Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie.

Interesował się przeszłością Śląska i Polski a także sztuką, szczególnie muzyką. W swoim życiu kapłańskim pełnił liczne obowiązki na szczeblu diecezjalnym. Był między innymi członkiem Rady Duszpasterskiej, Rady Kapłańskiej, Diecezjalnej Komisji do Spraw Muzyki Sakralnej, Zespołu Przygotowującego Diecezjalny Kongres Eucharystyczny. W Rybniku i w Chorzowie Batorym był duszpasterzem akademickim, a od roku 1980 kapelanem Domu Prowincjonalnego Sióstr św. Jadwigi w Bogucicach. Pracował jako katecheta i w Kościele Domowym Archidiecezji Katowickiej. W okresie stanu wojennego w roku 1982 był jednym z inicjatorów powstania Biskupiego Komitetu Pomocy dla dotkniętych represjami.

Ważnym etapem posługi księdza Marchwicy był trwający od roku 1980 siedmioletni okres pełnienia funkcji notariusza w Sądzie Biskupim w Katowicach. Sześć lat później został diecezjalnym moderatorem Ruchu Światło – Życie w diecezji katowickiej. W roku 1987, co wydaje się najważniejszym wydarzeniem w jego życiu kapłańskim, został najpierw administratorem a następnie proboszczem parafii św. Jadwigi Śląskiej w Chorzowie. Erygowano ją 1 lipca 1889 roku a jej pierwszym proboszczem mianowano księdza Franciszka Tyllę. Sam kościół św. Jadwigi w Chorzowie poświęcony już w roku 1874 stanowił filię parafii św. Barbary. W roku 1894 wybudowano probostwo a w roku 1889 wykupiono grunt pod cmentarz, na którym po dziesięciu latach wzniesiono kaplicę według projektu Ludwika Schneidera. Wobec wzrostu liczby parafian, w roku 1911 wydzierżawiono teren pod cmentarz w Nowych Hajdukach a świątynię, wobec braku miejsca na wzniesienie nowej, powiększono, dobudowując dwie wieże, portal i chór.

Od maja 1993 roku ksiądz Markwica jest już dziekanem dekanatu chorzowskiego. Dwa lata później zostaje uhonorowany godnością kanonika honorowego Kapituły Katedralnej Archidiecezji Katowickiej.

Bardzo pokochał Chorzów. Nawoływał do poprawy jego wizerunku a szczególnie warunków życia mieszkańców. Był inicjatorem ogłoszenia św. Floriana patronem miasta. Powierzona mu parafia stała się ważnym w skali całego Górnego Śląska centrum życia młodzieżowego, szczególnie w okresie Wielkiego Tygodnia. Ksiądz Henryk był niestrudzonym organizatorem rekolekcji oazowych III stopnia. Zapraszał młodzież śląską do Krakowa. Doskonale znał to miasto a szczególnie jego zabytki sakralne i pięknie potrafił o nich opowiadać. Wielką miłością księdza był śpiew. Sam posiadł tę sztukę w stopniu tak doskonałym, że powierzono mu kierowanie śpiewem wiernych w czasie jednej z krakowskich wizyt Ojca Świętego Jana Pawła II. Uwielbiał melodie Stanisława Moniuszki a także śpiewy gregoriańskie.

Wytrwale uczył swoich młodych przyjaciół nowych pieśni. Żartował, że będzie mógł spokojnie umrzeć, gdy nauczy swoich parafian chorału gregoriańskiego. Jak wspominają uczestnicy mszy pogrzebowej księdza Henryka, parafianie w trakcie jej trwania zaśpiewali fragmenty „Missa de Angelis” i chociaż śpiewali niezbyt czysto to szczerze i „z sercem”, tak jak życzyłby sobie tego ich były proboszcz. Był wielbicielem poezji, szczególnie w wydaniu swojego przyjaciela, księdza Jerzego Szymika. Osoba księdza Henryka Marchwicy cieszyła się wielkim uznaniem współbraci w kapłaństwie oraz wiernych.

Świadczą o tym wspomnienia drukowane w kilku rocznikach „Kalendarza Śląskiego”. Ksiądz Adam Wodarczyk pisze: „Ksiądz Henryk zabrał mnie, wówczas alumna drugiego roku, jako animatora liturgicznego na trzeci stopień do Krakowa. (…)Przez kilka godzin wsłuchiwałem się w Jego niesamowite, malownicze opowieści o Kościele – Matce, o chrześcijańskiej Polsce, o dziedzictwie wiary, o ukochanej przez Niego Królowej Jadwidze i świętym Benedykcie(…). A wszystko to od czasu do czasu jak refren przeplatał okrzykiem: Kocham Kościół Chrystusa! Lecz czy wy, młodzi, już to rozumiecie?(…)”. Ryszard Sadłoń, organizator Ogólnopolskiego Festiwalu Stróżów Poranka dodaje: „Druga osoba, która pomaga nam z nieba jest ks. Henryk Markwica. To nieszablonowa postać. Mój wychowawca, w zasadzie przyjaciel. Dziekan chorzowski. Jego pozycja w Kościele katowickim była niepodważalna, był niesamowitym autorytetem (…) zaraził mnie sobą (…). Był zakochany w muzyce.”

Za osobę, która w szczególny sposób zna i nieustannie popularyzuje postać księdza Markwicy, należy uznać doktora Jacka Kurka historyka, nauczyciela akademickiego Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach, znawcę muzyki i malarstwa, redaktora serii wydawniczej „Medium Mundi”. Penetrując kroniki parafii św. Jadwigi w Chorzowie, doszukał się wielu ciekawych zapisków księdza Henryka. W jednym z nich kapłan pisze o problemach jakie zastał na początku swojego proboszczowania. Był następcą niezwykle cenionego, wręcz kochanego przez parafian proboszcza Ryszarda Dyllusa a jednocześnie miał własną wizję kapłaństwa zataczającego szersze kręgi niż terytorium własnej parafii.

W kronice pisze: „Czułem, że jestem ciągle jakoś tam porównywany z moim poprzednikiem, że ciągle jakoś tam przegrywam (…) Szybko zrozumiałem, że muszę okazać dużo cierpliwości (ileż razy nie wychodziło!), że muszę umieć czekać, że nie mogę zrezygnować z wizji życia parafialnego, która rodziła się latami, ale też nie mogę niszczyć zastanej dobrej tradycji”. Słowa te świadczą o niezwyklej mądrości i roztropności kapłana, która pozwoliła księdzu Henrykowi Bolczykowi podczas pogrzebu chorzowskiego dziekana powiedzieć: „Henryku, kapłanie! Pozostaniesz w naszej pamięci jako kapłan, który poruszał się w tym świecie z wielkim znawstwem.”.

Ksiądz Markwica nigdy nie dbał o dobra doczesne. Wspomina się, że bardzo trudno było mu sprawić prezent, dlatego, że za jakiś czas on wręczał go komuś innemu, bardziej potrzebującemu. Mimo to zdawał sobie sprawę z wagi pieniądza, mówiąc: „Jak się coś kocha, to trzeba mieć na to czas i (…)pieniądze.”. Wszystko co robił czynił na chwalę Boga, stąd tak często używał zwrotu, który zawarł również w ostatnich słowach swojego krótkiego testamentu: „Niech Bóg będzie uwielbiony”! W dziesiątą rocznicę śmierci kapłana w Chorzowskim Centrum Kultury zorganizowano koncert, który jak określili to pomysłodawcy „stał się swoistą podróżą przez świat ulubionych melodii księdza Marchwicy”, także tych, które są jego autorstwa.

POWRÓT

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ