ŚLĄSKIE GROBY LUDZI KOŚCIOŁA

NORBERT NIESTOLIK

KSIĄDZ FRANCISZEK JÓZEF MARX

"ŚLĄSKI JERZY POPIEŁUSZKO"

Ksiądz Paweł Stanoszek urodził się w roku 1933 w Gronowiczach w parafii Stare Olesno. W roku 1950 wstąpił do zakonu salwatorianów, a osiem lat później przyjął w Krakowie święcenia kapłańskie. Pracował w duszpasterstwie parafialnym a także poświęcił się pracy naukowo-dydaktycznej w Wyższym Seminarium Duchownym w Bagnie. Sprawował różne urzędy i funkcje w zakonie. Zawsze jednak z wielkim sentymentem wracał do swoich śląskich korzeni i do dziejów rodzinnej parafii. Jednym z powodów była postać pierwszego proboszcza parafii Marii Magdaleny w Starym Oleśnie, księdza Franciszka Marxa. Był on kapłanem niezwykłym z wielu powodów, które doprowadziły niestety do tragicznych wydarzeń zakończonych śmiercią duszpasterza.

Ksiądz Stanoszek przechowywał w pamięci rodzinne wspomnienia dotyczące tragedii z 10/11 maja 1921 roku. Zaowocowały one wydaniem, w roku 2005, bardzo ciekawej książki poświęconej życiu i męczeństwu księdza Franciszka, który „swoją postawą autentycznie kapłańską przypomina męczeńską śmierć sługi Bożego ks. Jerzego Popiełuszki”. Wydawcą publikacji jest Wydawnictwo Świętego Krzyża z Opola. We wstępie proboszcz parafii św. Marii Magdaleny, ksiądz Piotr Kus, pisze: „Dla mieszkańców Starooleskiej Parafii było to głęboko szokujące i bolesne doświadczenie. Zaraz po śmierci swojego Proboszcza parafianie ustawili w miejscu tragedii drewniany krzyż. Przez całe dziesięciolecia pamięć o męczeńskiej śmierci ks. Franciszka Marxa była wiernie kultywowana i pozostaje żywa do naszych dni.”

Biografia księdza Marxa znajduje swój początek w Mysłowicach, gdzie przyszedł na świat 25 października 1880 roku w śląskiej rodzinie o wyraźnie niemieckim obliczu. Uczęszczał do gimnazjum w Raciborzu i w Katowicach. Po otrzymaniu świadectwa dojrzałości odbył studia na Uniwersytecie Wrocławskim, należąc jednocześnie do Koła Polskiego. Świecenia kapłańskie przyjął w roku 1904. Był wikarym w Oleśnie, w parafii Piotra i Pawła w Katowicach, w Krapkowicach, Strzeleczkach, i we Frankfurcie nad Odrą. W roku 1911 został kuratusem i proboszczem honorowym w Starym Oleśnie.

Czas na opis tragicznych wydarzeń. „Powstańcy śląscy zajęli Stare Olesno 4 maja 1921 roku. W terenie stacjonowały oddziały niemieckiego Selbstschutzu tzw. „Orgeszowcy”. Ksiądz Marx otrzymywał pogróżki, lecz nie opuścił swojej parafii. 10 maja odprawił mszę świętą, zabrał Najświętszy Sakrament z kościoła i umieścił na ołtarzyku w sali katechetycznej na plebanii. Ksiądz modlił się w prowizorycznej kaplicy do późnej nocy. Baron von Lieres, właściciel starooleskiego majątku oraz jego nadleśniczy Horn upili spirytusem powstańców wycofujących się zgodnie z rozkazem z linii Korfantego, aby zrobić miejsce wojskom alianckim a następnie niemal wszystkich rozstrzelali. Po tych wydarzeniach Niemcy w sile 30-40 uzbrojonych mężczyzn napadli na plebanię. Byli to żołnierze z oddziału kapitana Gerharda Rossbacha inspirowani przez miejscowych właścicieli ziemskich nienawidzących księdza Marxa za radykalne poglądy społeczne: należyta płaca za pracę, parcelacja majątków.

Zaczęto uderzać w drzwi plebanii i wołać „Otwieraj klecho!”. Padły pierwsze strzały. Wkrótce bandyci wdarli się do środka. Pojmanego księdza zaciągnięto do piwnicy i tam poddano torturom. Dokonano rewizji plebanii, szukając pieniędzy i broni. Po chwili zakuto księdza do pompy znajdującej się na podwórzu. Ten, wykorzystując chwilową nieobecność złoczyńców, poprosił płacząca matkę i gospodynię o przyniesienie bursy z Najświętszym Sakramentem. Wypowiedział słowa: „Jezu, Tobie ja żyję, Tobie umieram, Twoim jestem. Weź w opiekę moją kochana matkę i dobrą gospodynię” i przyjął najświętszy Sakrament. Następnie dodał: „Mamusiu, żegnam cię, bo w tym życiu już się nie zobaczymy. Byłaś zawsze taka dobra dla swego syna”. Matka kapłana po wysłuchaniu tych słów upadła i zemdlała.

Po przyprowadzeniu jeszcze trzech mężczyzn ze Starego Olesna wszystkich zaciągnięto do lasu gronowickiego oddalonego o około 1km od plebanii. Słychać było krzyki napastników i odgłosy bitych przez nich ofiar. Po chwili matka księdza i gospodyni usłyszały cztery strzały. Z zeznań jednego z oprawców wynika, że przed śmiercią kapłan miał powiedzieć: „Czemu się tak nade mną znęcacie? Przecież możecie mnie dobić. Jestem gotów. Śmierci się nie boję. Ciało moje możecie zabić, ale duszy nie”. Po chwili dodał: „Nie ujdziecie sprawiedliwości Bożej. Jesteście mordercami. Ja niewinnie cierpię(…). Wybaczam wam to świętokradztwo, które na mnie teraz popełniacie”. Po zabiciu księdza oprawcy pochowali jego ciało płytko pod chrustem i ściółką a następnie ponownie wykopali, przewieźli ciężarówka do gazowni w Kluczborku. Tam zawinięte w pakunek, pod pretekstem, że są w nim ważne dokumenty, ciało księdza zostało spalone. Gdy pracownicy gazowni otworzyli drzwi od kotła ujrzeli kości i czaszkę białą jak bryła żaru.

Taki przebieg wydarzeń zrekonstruował ksiądz Celestyn Rogowski wedle relacji swojego ojca Michała Rogowskiego i swojej siostry - gospodyni księdza Marxa. Źródłem ważnym dla poznania tragicznych wydarzeń jest także zeznanie matki zabitego kapłana i powstańca Roberta Grabowskiego.

Ksiądz Stanoszek, autor cytowanej na wstępie książki wymienia kilka przyczyn śmierci kapłana, podkreślając, że nie stanowiła ona odosobnionego przypadku. W latach 1919-1921 obiektem napaści i mordów Niemców byli polscy działacze duchowni a także kapłani niemieccy stojący obok wydarzeń politycznych i tacy jak ksiądz Marx, czyli Niemcy rozumiejący potrzeby wszystkich swoich parafian, również orientacji polskiej. Bezpośrednie przyczyny śmierci niemieckiego kapłana tkwiły w złożoności sytuacji społeczno-politycznej i narodowej Górnego Śląska okresu powstań śląskich i plebiscytu.

Rodacy zarzucali kapłanowi, że sam będąc Niemcem, agitował za Polską, chociaż nie uczestniczył w życiu politycznym, przestrzegając zaleceń biskupa wrocławskiego. Nie podobała się także jego troska o wyzyskiwanych chłopów wsi podoleskich. Proponował nadanie ziemi robotnikom rolnym. Mówił o godności człowieka, czasie pracy, sprawiedliwej płacy za pracę, o prawie do zrzeszania się. Faktem jest, że jako Niemiec, w plebiscycie oddał głos za Polską, bo tak nakazywało mu jego kapłańskie sumienie. Kierował się zasadą solidarności z polskim ludem swojej parafii. W Polsce widział oparcie dla katolicyzmu i dlatego nie głosował za berlińskim luteranizmem. Jako kapłan odwoływał się do zasad ewangelii, miłości bliźniego, troski o biednych i uciskanych.

Parafianie ze Starego Olesna przechowywali zawsze pamięć o swoim dawnym proboszczu. Dowodem na to mogą być ślady w krajobrazie kulturowym wsi: krzyż wystawiony w miejscu morderstwa, piętnaście metrów od szosy prowadzącej ze Starego Olesna do Gronowic, kapliczka z napisem „W tym miejscu w nocy z 10 na 11 maja 1921 roku został zamordowany ksiądz Franciszek Marks pierwszy proboszcz Starooleskiej parafii” a także symboliczne miejsce spoczynku kapłana w grobie proboszczów znajdującym się na cmentarzu parafialnym. Ważniejsza jednak od tych śladów jest ludzka pamięć o kapłanie, który głosząc naukę Kościoła, stawiał wyżej dobro powierzonych sobie parafian niż własne poczucie narodowe i jak okazało się także własne życie. W postawie kapłana nie sposób nie znaleźć licznych analogii do postawy sługi Bożego księdza Jerzego Popiełuszki. W tym aspekcie brutalnie, lecz prawdziwie brzmią słowa księdza Stanoszka zaczerpnięte z jego książki: „Niewygodni głosiciele prawdy i równocześnie nieustraszeni obrońcy godności ludzkiej i praw ludzkich nie maja, niestety, w pewnych sytuacjach społecznych prawa do życia”.

POWRÓT

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ