ŚLĄSKIE GROBY LUDZI KOŚCIOŁA

NORBERT NIESTOLIK

KSIĄDZ JÓZEF MICZKA

DZIWNY ZWROT W ŻYCIU KAPŁANA

[Rozmiar: 25146 bajtów]

Na cmentarzu parafialnym przy kościele św. Barbary w Chorzowie Batorym znajduje się grób księdza Józefa Miczki. Pod koniec marca 1965 roku prasa śląska donosiła o śmierci kapłana. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że obok siebie umieszczono dwie klepsydry. W pierwszej czytamy: "W dniu 27 marca 1965 roku zmarł w wieku 72 lat emerytowany proboszcz ks. Józef Miczka. Eksportacja zwłok 30 III br. O godz. 17.00, z kostnicy przy ul. K. Miarki w Chorzowie. Pogrzeb odbędzie się 31 III br. O godz.10 z kościoła św. Barbary w Chorzowie, o czym powiadamia ks. dr Ochman proboszcz". Druga informacja jest podobna: "Dnia 27 marca 1965 roku zasnął w Panu śp. Ksiądz Proboszcz Józef Miczka zasłużony Kapłan - długoletni działacz społeczny, odznaczony Złotym Krzyżem Zasługi. Pogrzeb odbędzie się dnia 31 marca 1965 r., o godz. 10 w Chorzowie, z Kościoła św. Barbary. Zarząd Oddziału Wojewódzkiego "Caritas" w Katowicach." Na pozór dwa, podobnie brzmiące teksty są dowodem na zmienne koleje losu śląskiego kapłana.

Urodził się 16 marca 1894 roku w Mikulczycach. Ukończył szkołę ludową, aby następnie wstąpić do Zgromadzenia Misjonarzy św. Rodziny w Werthenstein koło Lucerny w Szwajcarii. Maturę zdaje w Nijmagen w Holandii. Po pierwszej wojnie światowej, w czasie której zostaje powołany do wojska, studiuje filozofię w holenderskim Grave, zaś teologię w niemieckim Ravengiersburgu. Po powrocie do Polski, kończy teologię w Kazimierzu Biskupim i 10 czerwca 1923 roku przyjmuje święcenia kapłańskie. Pracuje w: Kazimierzu, Łobienicy, Wieluniu, Załężu, Bielszowicach i Hajdukach Wielkich. Dekretem Kurii Biskupiej w Katowicach z 7 kwietnia 1932 roku zostaje mianowany proboszczem w Jankowicach, zaś siedem dni później wprowadzony na urząd przez dziekana księdza Tomasza Reginka.

Tutaj daje się poznać jako bardzo lubiany i ceniony, wręcz charyzmatyczny, kapłan. Jest doskonałym gospodarzem i organizatorem. Powiększa kaplice i wznosi groty w miejscowej Studzience, powiększa cmentarz kościół uzupełnia jego ogrodzenie, dba o godny wygląd miejscowej świątyni a w pobliskim Popielowie buduje nowy kościół. Niestety wkrótce wybucha wojna. Księdz Miczka otrzymuje zakaz przebywania w Jankowicach. Mieszka w Popielowie a następnie w Starej Wodzie koło Wałbrzycha i Toszku. 19 październik 1946, pismem Kurii Biskupiej, obejmuje ponownie Jankowice, aby po niespełna roku zrezygnować i przenieść się do Łazisk Górnych a następnie do parafii Piotra i Pawła w Katowicach.

Okres ten wiąże się z niespodziewanym i jakże dziwnym zwrotem w życiu kapłana. Po zakończeniu działań wojennych biskup Stanisław Adamski zezwolił na to, aby duchowni wchodzili do władz samorządowych. Tłumaczył to tym, że: "..sama obecność księdza działa hamująco na przeciwników w ich wrogich zamiarach przeciwko Kościołowi". Niestety, wkrótce zaczęły się konflikty, które komuniści tłumaczyli rzekomym podburzaniem przez księży wiernych do sprzeciwu wobec władzy. Zastosowali metodę niszczenia Kościoła od wewnątrz. Zapraszano duchownych do udziału w imprezach organizowanych przez władzę, wciągano ich do współpracy ze służba bezpieczeństwa szantażując zmyślonymi zarzutami, hasłami odbudowy kraju czy też obrona pokoju na świecie.

Niektórzy księża dali się zwerbować. Utworzyli Okręgową Komisję Księży ZBOWiD w Katowicach. Na biskupa Adamskiego donosił ksiądz Józef Baka, złamano księdza Emanuela Grima, nie bez winy byli księża: Filip Bednarz, Piotr Kowalik, Władysław Pruski i Franciszek Olma. Wśród kapłanów śląskich mamy także grupę milcząco ignorujących zalecenia uzurpatorów oraz na zdecydowanych przeciwników. We władzach wspomnianej Komisji Księży przy ZBOWiD zasiadali: ksiądz kapitan Franciszek Wilczek, ksiądz Józef Bąk, ksiądz piotr Kowalik i ksiądz Józef Miczka. Śląscy kapłani zasiadali także we władzach Zarządu Głównego i odegrali niechlubna rolę w wygnaniu z diecezji katowickich biskupów jesienią 1952 roku.

Władze komunistyczne powołały posłusznych sobie wikariuszy kapitulnych księdza Filipa Bodnorz a po nim księdza Jana Piskorza oraz komisję Intelektualistów i Działaczy Katolickich przy Okręgowym Komitecie Obrońców Pokoju przekształconą w październiku 1953 roku w Komisję Duchownych i Świeckich Działaczy Katolickich przy Okręgowym Komitecie Frontu Narodowego. "Księża patrioci", bo tak potocznie nazywano zwolenników reżimu, skompromitowali się swoja postawą w czasach stalinowskich. Część z nich, w tym ksiądz Miczka, kontynuowało swoją niechlubną działalność w ramach upaństwowionego Caritas, ZBOWiD czy PAX także po przełomowym roku 1956.

Mimo niechlubnych lat powojennych, Jankowiczanie mają w dobrej pamięci księdza Józefa Miczkę. Szczególnie dużo zawdzięcza mu Studzienka, obecnie Sanktuarium Najświętszego Sakramentu. Tablica pamiątkowa w jednej z grot głosi, że to właśnie on, w latach 1932-1935, zmobilizował parafian do pracy nad nadaniem temu świętemu miejscu nowej formy architektonicznej. Dawni parafianie z ich ówczesnym proboszczem księdzem Henrykiem Pieprzykiem uczestniczyli w pogrzebie swojego dawnego duszpasterza. Z czego wynika niejednoznaczna ocena księdza Józefa Miczki? Miał w sobie ogromną chęć działania, ale również stawiania siebie na piedestale. Niestety, w czasach powojennych zaprowadziło go to na manowce historii i Kościoła. Uwierzył tym, którym uwierzyć nie powinien.

Dlaczego dokonał takiego wyboru? Tę tajemnice zabrał ze sobą do grobu. Możemy tylko przypuszczać, iż przynależność do grupy "księży patriotów"" pozwalała mu na realizację życiowych, niestety niezdrowych ambicji. Usprawiedliwieniem nie może być w tym przypadku nawet specyfika trudnych czasów stalinizmu, w których, mimo różnorakich represji, zdecydowana większość kapłanów pozostał wierna swojemu posłannictwu i lokalnym biskupom.

POWRÓT

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ