ŚLĄSKIE GROBY LUDZI KOŚCIOŁA

NORBERT NIESTOLIK

KSIĄDZ JÓZEF WAJDA

PROBOSZCZ Z KIELCZY A NIE Z KIELC

[Rozmiar: 22031 bajtów]

Kielcza to niewielka wioska, położona we wschodniej części Śląska Opolskiego w powiecie strzeleckim. Leży na lewym brzegu rzeki Mała Panew w odległości pięciu kilometrów na południowy wschód od miasta Zawadzkie. Obecnie liczy ponad dwa tysiące ludności. W "Opiekunie katolickim" - miesięczniku poświęconym ludowi polskiemu, wydawanym przez A. Ligonia w Katowicach pochodzącym z 15 lutego 1911 roku czytamy: "W malowniczo położonej okolicy w powiecie Wielko-Strzeleckim a Górnym Śląsku, leży wieś Kielcz (...).

Nazwa Kielcz, podobna brzmieniem do wielkiej miejscowości a nawet stolicy guberni Sandomierskiej, w Królestwie Polskim "Kielce" siedziby biskupów - rzecz jasna - tak jednej jak drugiej miejscowości, pochodzi od wyrazu "kielce" to jest zęby odyńca czyli dzikiej świni, co znów widocznie na to wskazuje, że tu kiedyś przed dawnymi laty grasowały odyńce i dziki, na które urządzano wielkie łowy czyli polowania". Pierwsza wzmianka o Kielczy pochodzi z roku 1305. Kolejny dokument, wydany w roku 1309 przez księcia Bolesława z Toszka, łączy wieś z księstwem toszeckim, zaś papieski dokument wystawiony w Awinionie w roku 1376 wspomina o miejscowej parafii.

W XVI wieku rozwija się w tych okolicach hutnictwo. Jest to możliwe dzięki występowaniu tzw. rud darniowych wykorzystywanych do produkcji żelaza w kuźniach hutniczych. Nieco później właściciele miejscowości hrabiowie Collona zakładają w Kielczy wytwórnię smoły a także instalują piece do wypalania wapna. We wsi znajduje się murowany kościół pw. świętego Bartłomieja Apostoła. Powstał w latach 1777-1779 na miejscu poprzedniego, drewnianego. W latach 1831-1832 wybudowano obok niego wieżę dzwonniczą a w niej umieszczono trzy dzwony uznawane obecnie za najstarsze w Polsce.

Najznamienitszym obywatelem Kielczy jest bez wątpienia sławny Wincenty. O fakcie tym świadczy tablica umieszczona na rogatkach wsi. Wincenty z Kielczy urodził się około 1200 roku. Był spokrewniony ze sławnym rodem Odrowążów pochodzącym z Kamienia Śląskiego, z którego wywodzi się także święty Jacek i biskup krakowski Iwo. Wincenty kształcił się w krakowskiej szkole katedralnej, był kapelanem dworu biskupiego, należał do kapituły krakowskiej. Wstąpił do zakonu dominikanów. Napisał "Żywot mniejszy świętego Stanisława" a następnie "Historię o św. Stanisławie, czyli oficium brewiarzowe ku czci świętego" w którym umieścił sławny hymn "Gaude Mater Polonia". Niektórzy historycy uznają go także za autora pierwszej wersji "Bogurodzicy". Jest autorem pierwszego zdania po polsku w historiografii średniowiecznej: "Gorze się nam stało", zamieszczonego w kronice dominikańskiej spisanej w Raciborzu. Następnie był przeorem miejscowego klasztoru. Fakt jego śmierci, w latach siedemdziesiątych XIII wieku, zapisano pod datą drugiego stycznia a zmarłego zapisano jako Vincentius de Kielcia.

Równie wielkie zasługi dla Kielczy i okolic stały się udziałem niezwykłego kapłana księdza Józefa Wajdy. Urodził się 19 marca 1849 roku w Nieboczowach koło Raciborza w biednej rodzinie śląskiego chłopa Jana i jego żony Joanny z domu Kołek. Nauki gimnazjalne pobierał w Raciborzu, gdzie w Kole Polskim działał z Janem Kasprowiczem późniejszym poetą, dramaturgiem, krytykiem i tłumaczem, przedstawicielem Młodej Polski, następnie we Wrocławiu i w Poznaniu. Uczestniczył w wojnie francusko-pruskiej 1870-1871 roku. W czasie studiów prawniczych a później teologicznych we Wrocławiu ukształtował swoje propolskie poglądy. Święcenia kapłańskie przypadające na okres tzw. kulturkampfu przyjął w roku 1875 w Pradze. Był kapelanem oraz domowym nauczycielem hrabiów Chłapowskich w Czerwonej Wsi koło Kościana, następnie wikarym w Wodzisławiu Śląskim.

W roku 1885 przybył do Żędowic, aby po czterech latach zostać proboszczem w Kielczy obejmującej także Żędowice i Zawadzkie. Dał się poznać jako krzewiciel świadomości narodowej powierzonych sobie parafian. Pragnął otworzyć Śląsk na wartości polskie. Brał w obronę śląskich robotników zatrudnionych w miejscowych hutach, widząc ich niezwykle ciężkie położenie. Był dobrym duszpasterzem, lecz także społecznikiem. Zakładał polskie czytelnie, powołał Bank Ludowy w Strzelcach. Wszedł w świat wielkiej polityki, gdy ksiądz Skowroński złożył swój mandat poselski do parlamentu pruskiego. W roku 1908 zyskał mandat z okręgu pszczyńsko - rybnickiego. W czasie plebiscytu górnośląskiego opowiedział się za Polską i tak samo postąpili jego parafianie. W roku 1922 był zmuszony do opuszczenia Kielczy, która znalazła się w obrębie państwa niemieckiego. Udał się do Wielkich Hajduk, gdzie jego dawny wikary, ksiądz Józef Czempiel, był duszpasterzem. W styczniu 1923 roku wygrał kolejne wybory do parlamentu i przewodniczył im jako marszałek. Z Berlina wrócił chory i 3 lutego 1923 roku zmarł. Dopiero po II wojnie światowej w 1948 roku sprowadzono jego zwłoki do Kielczy i złożono na miejscowym cmentarzu.

Wiele działań duszpasterskich i społecznych księdza Józefa Wajdy wywoływało kontrowersje miejscowej ludności. Po zakończeniu I wojny światowej zaangażował się w tworzenie struktur rewolucyjnych, czyniąc ambonę miejscem propagandy. Często odwracali się od niego ci, którym pomagał i których bronił. Ze zrozumiałych powodów nie wszystkim odpowiadały jego propolskie przekonania. Nie starczało mu czasu na działalność duszpasterską, a to budziło niezadowolenie parafian. Dla jednych był "polskim fanatykiem", gdy zmuszał parafian do nadawania polskich imion swoich dzieciom, inni uznawali go za "obrońcą ludu". Mieszkańcy Żędowic mieli mu za złe to, że chciał sprowadzić potajemnie do Kielczy obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, a nie do ich kościoła, co miało być symbolem faktu objawienia z lipca 1904 roku. Jako wybitny kapłan "był na świeczniku" i rolę tę spełnił znakomicie.

Pozostawił po sobie dwa kościoły: w Żędowicach i w Zawadzkiem, lecz co najważniejsze - pamięć i uznanie. Niestrudzenie kursował pomiędzy Berlinem a Kielczą tak, aby zdążyć na niedzielną mszę świętą. W czasie jednej z uroczystości zorganizowanej na cześć proboszcza powiedział do swoich parafian: "Pamiętam jak ze łzami w oczach i z taką radością przyjmowaliście mnie u siebie. I ja cieszyłem się również, gdym tu do was przybył, bom się czuł wasz a wyście byli moi, bom kość z kości waszej a wyście moi Bracia! Dwadzieścia pięć lat pracuję już pomiędzy wami, jest to pasmo długie. Rozmaicie nieraz było, bywało, że powiedziało się niekiedy i ostre słowo, ale to było słowo napomnienia, słowo troskliwego ojca kochającego swoje dziatki i pragnącego ich dusz zbawienia". Szczere słowa kapłana, który był centralną postacią polskiego życia narodowego ziemi strzeleckiej końca XIX i początków XX wieku.

POWRÓT

POWRÓT DO STRONY GŁÓWNEJ